top of page

15 minut z instrumentem — czy to naprawdę coś daje?

26 sie
3 minut(y) czytania

„Nie mam dziś czasu na ćwiczenie.” Aby na pewno?


„Nie mam dziś czasu na ćwiczenie.” Aby na pewno? Ile razy sam sobie to powiedziałem? Pewnie więcej, niż chciałbym przyznać. Bo kiedy myślimy o ćwiczeniu na instrumencie, często wyobrażamy sobie godzinę. Albo dwie. Rozgrzewkę, technikę, metronom, repertuar, teorię…

A kiedy widzimy, że mamy tylko 15 minut, łatwo dojść do wniosku:

„Dzisiaj już nie ma sensu.”

Tylko że właśnie te 15 minut może mieć więcej sensu, niż nam się wydaje.

Nie chodzi o to, żeby w 15 minut zostać lepszym muzykiem

Nie nauczysz się w kwadrans wszystkiego. Nie poprawisz całej techniki. Nie opanujesz pięciu utworów. I bardzo dobrze. Bo może problem polega na tym, że za każdym razem siadamy do instrumentu z przekonaniem, że musimy zrobić dużo. A czasami wystarczy zrobić jedną rzecz.

Przez 15 minut. Naprawdę porządnie.

Co można zrobić przez 15 minut?

Całkiem sporo. Możesz przez kilka minut zagrać jeden groove z metronomem. Możesz poprawić cztery takty utworu, które od tygodnia Ci nie wychodzą. Możesz poćwiczyć zmianę dwóch akordów. Możesz zagrać jeden riff wolniej niż zwykle i zwrócić uwagę na brzmienie. Możesz po prostu włączyć ulubiony utwór i zagrać razem z nim. Albo zrobić coś jeszcze prostszego:

wziąć instrument do ręki i przypomnieć sobie, dlaczego w ogóle zacząłeś grać.

To też ma znaczenie.

Regularność często wygrywa z wielkim planem

Godzina ćwiczeń raz na dwa tygodnie oczywiście może być przyjemna. Ale 15 minut kilka razy w tygodniu potrafi zrobić ogromną różnicę. Nie tylko w palcach. Przede wszystkim w głowie.

Instrument przestaje być czymś, do czego „trzeba kiedyś wrócić”. Cały czas jest częścią Twojej codzienności. Nie zaczynasz za każdym razem od nowa. Pamiętasz, nad czym ostatnio pracowałeś. Palce pamiętają. Ucho pamięta. Głowa pamięta.

I łatwiej zrobić kolejny krok.

Największym problemem często nie jest brak czasu

Tylko próg wejścia.

„Muszę wyjąć bas.”

„Muszę podłączyć wzmacniacz.”

„Muszę znaleźć ćwiczenia.”

„Muszę mieć spokój.”

„Muszę mieć godzinę.”

I zanim zaczniemy, już nam się odechciewa. Dlatego czasami robię odwrotnie. Nie mówię sobie:

„Teraz ćwiczę.”

Mówię: „Zagram tylko chwilę.”

Bez wielkiego planu. Bez egzaminu. Bez poczucia, że każda minuta musi prowadzić do jakiegoś spektakularnego postępu. I bardzo często z tych 15 minut robi się 25. Albo 40. A jeśli zostanie 15? Też dobrze. Bo instrument tego dnia nie stał tylko w kącie.

A jeśli wracasz do grania po dłuższej przerwie?

To właśnie od 15 minut bym zaczął. Nie od ambitnego planu na sześć dni w tygodniu.

Nie od nadrabiania kilku lat. Nie od porównywania się z człowiekiem z YouTube’a, który właśnie wrzucił film pod tytułem: „Ćwicz to codziennie przez 3 godziny”.

Spokojnie. Weź instrument. Zagraj coś, co znasz. Przypomnij sobie kilka dźwięków. Niech ręce znowu się z nim oswoją. Jutro możesz zrobić następne 15 minut.

Czy 15 minut naprawdę coś daje?

Tak. Pod jednym warunkiem, że naprawdę poświęcisz te 15 minut instrumentowi. Nie pięć minut grania i dziesięć minut przewijania telefonu. Nie szukanie idealnego tutorialu. Nie zastanawianie się, jaki sprzęt powinieneś kupić:

  • Granie.

  • Słuchanie.

  • Powtarzanie.

  • Sprawdzanie.

  • Muzyka.

Bo rozwój nie zawsze wygląda jak wielki skok. Częściej wygląda jak małe kroki, których przez długi czas prawie nie zauważamy. A później pewnego dnia grasz coś i myślisz:

„Kurczę. Kiedyś mi to nie wychodziło.”

I właśnie po to jest te 15 minut. Jeśli dziś nie masz godziny — nie szkodzi.

Masz 15 minut?

Weź instrument.

Nie musisz dziś zmieniać swojego życia.

Po prostu zagraj.

Resztą zajmiemy się krok po kroku. Pozdrawiam,

Bartek

Switch Music On – Własnym Tonem.

Komentarze


bottom of page